Ładna okładka nie?Jeśli miałbym stworzyć prywatną listę najlepszych mang jakie w życiu widziałem, to z pewnością wysoko umieściłbym w niej "Kiseiju", znaną na świecie jako "Parasyte". Dlaczego? Argumentacja, że jest to pozycja uznawana za kultową i obowiązkową w kręgach fanowskich, na nikim już wrażenia nie robi, przecież każdy popularny komiks ma swoich otaku. Lepiej więc będzie jeśli powiem parę słów o autorze.
Iwaaki Hitoshii cieszy się opinią niezwykle utalentowanego mangaki, co potwierdzają liczne nagrody, które otrzymuje za swoje dzieła. W 1993 roku zdobył prestiżową
Kodansha Manga Award, kiedy to "Kiseiju" wyróżniono w kategorii
General rownolegle z hitami o takiej sile przebicia jak "Sailor Moon" (kategoria Shojo) i "3x3 Eyes" (kategoria Shonen). To moim zdaniem robi wrażenie i to mocne. Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, to powinien przyjrzeć się jakie mangi wygrywały w innych latach, a gwarantuję, że kolana się pod nim ugną.
Jeśli udało mi się was zainteresować powyższym to kolejna informacja może gwałtownie ostudzić zapał wielu z Was: komiksy tego autora nie mają nic wspólnego z kolorowymi i popularnymi produkcjami. Przeciwnie: rysunki są ascetyczne w formie, momentami wręcz banalne co wielu może zrazić. Iwaaki jest bardzo oszczędny jeśli chodzi o środki ekspresji, potrafi też uciekać się do nietypowych rozwiązań. Dobrym przykładem jest wyrażanie emocji bohaterów poprzez... napisy na ich koszulkach. Dzieła tego mangaki są dość wymagające w odbiorze, liczą się tam bardzo szczegóły i niedopowiedzenia. Tematyka także potrafi być przytłaczająca, dlatego jego dzieła są głównie adresowane dla dorosłych.
Jeśli jest coś lepszego niż szalone gwałcące macki, to tylko szalone tnące macki.Jeśli jednak powyższe Was nie zniechęca (albo wręcz przeciwnie, jak było w moim przypadku) to z pewnością "Kiseiju" dostarczy wam wiele satysfakcji. O czym traktuje ta manga? Najprościej powiedzieć, że jest to horror przypominający trochę
The Thing, film Johna Carpentera z 1982 roku. Na Ziemię spadają tajemnicze zarodniki, z których wypełzają małe pasożyty. Usiłują one przeniknąć do mózgów ofiar i przejąć nad nimi kontrolę. Dorosły osobnik z czasem zastępuje swoją tkanką głowę ofiary i wyrusza na polowanie na ludzi, których pożera, by odżywić ciało "gospodarza". Pasożyty potrafią zmieniać kształty i konsystencję swoich tkanek, mogą więc zarówno udawać ludzi (transformując się w normalną głowę) jak i wytwarzać broń (ogromne zęby, macki zakończone ostrzami).
Klasyczna gadka-szmatka. Zaraz wejdą tatuś i mamusia i spytają z kim się kłóci. Ah, te hormony.Główny bohater Izumi Shinji to przeciętny nastolatek, mieszkający z rodzicami. On także zostaje zaatakowany jednak w skutek szczęśliwego zbiegu okoliczności, zainfekowana zostaje tylko jego prawa ręka. W rezultacie pasożyt, zwany odtąd Migi (Prawy), zmuszony jest zawrzeć z nim specyficzny sojusz i bronić go przed osobnikami własnego gatunku, które postrzegają ich jako zagrożenie. Wynikła w ten sposób symbioza zmienia ich obu...
Japończycy mają ciekawy stosunek do mundurowych, zobaczcie zresztą sami.Wbrew temu co może się wydawać, nie jest to horror typu gore. Mimo że mamy tu do czynienia z wieloma brutalnymi scenami, to nastrój budowany jest głównie przez szokujące transformacje pasożytów, które to sceny należą do najbardziej spektakularnych obrazów w mandze. Mamy tutaj więc klimat "osobliwości" w stylu Lovecrafta. Z drugiej strony tragiczne wydarzenia jakich światkiem i uczestnikiem jest główny bohater są kontrastowane niebanalnym dowcipem. Najlepsze pod tym względem są te fragmenty gdzie Shinji dyskutuje z Migim co wygląda jakby mówił do siebie, albo krzyczał na własną rękę. Wywołuje to zabawne reakcje osób postronnych.
LOL! Freud się nie mylił, ta manga traktuje tak naprawdę o młodzieńczej masturbacji.W miarę rozwoju akcji znaczenia nabiera wątek psychologiczny. Układ jaki Shinji z Migim jest pozbawiony zaufania i często obie strony się z niego wyłamują, co prowadzi czasem do śmiesznych sytuacji, a czasem do poważnych konfliktów. W dodatku w miarę jak postępuje integracja ich organizmów Migi rozwija osobowość i staje się bardziej przyjazny, a Shinji zatraca wrażliwość i staje się agresywny. Te zmiany z początku odbierane jako pozytywne, zaczynają niepokoić jego najbliższych, a z czasem spychają głównego bohatera na krawędź utraty człowieczeństwa i społecznej alienacji.
Kocham ten nastrój zagrożenia.Prawdziwą osią fabuły jest jednak wątek ekologiczny. Manga skupia się na konflikcie jaki jest w naturze, między egoistycznymi aspiracjami człowieka, a potrzebą zachowania równowagi w środowisku. Człowiek za pomocą cywilizacji wyłączył się ze świata przyrody i usiłuje ją kontrolować i konsumować. Podobnie względem ludzi postępują pasożyty. Czy tak naprawdę mamy prawo nazywać je potworami? Co stanowi o naszym człowieczeństwie? Co jest humanitarne? Gdzie jest nasze miejsce? Odpowiedź jakiej sobie udzielimy po lekturze tej mangi może nie być przyjemna.
ps. Spostrzegawczy zauważą pewnie, że na okładce jest napis "Parasite" a nie "Parasyte". To dlatego, że pochodzi ona z francuskiego wydania, a oni jak wiadomo muszą mieć wszystko po swojemu. Skany z francuskich wydań są lepsze, bo nie mają tzw. efektu lustrzanego, który demoluje szczególnie ten komiks (nie trudno zrozumieć dlaczego - w wersji amerykańskiej Migi jest Lefty). Dla początkujących - żeby manga miała sens czyta ją się od lewej do prawej, tak jak pismo japońskie.
Ten wpis był edytowany przez x-mag: 21-01-2009, 13:17