Pale Cocoon
Seria OVA (1 epizod – 22 min)
Gatunek: s-f
Rok wydania: 2005
Krótki metraż, krótki wstęp.
W przyszłości (patrząc z perspektywy obecnego świata prawdopodobnie bliższej aniżeli dalszej), głęboko pod powierzchnią w sztucznie wykreowanym środowisku żyją ludzie. Dlaczego? Otóż zmusiła ich do tego głęboka degradacja środowiska naturalnego. Niejaki Ura jest specjalistą od odzyskiwania danych ze świata znanego przed przeprowadzką setek metrów poniżej poziomu morza. Nasz bohater natrafia na pewien dziwny materiał video, który go intryguje i jest zalążkiem zmian nadchodzących w życiu Ury.

Esteci powinni być zadowoleni.
Krótki metraż, krótka historia.
Mimo, iż fabuła nie jest powodem występowania wypieków na twarzy, całość prezentuje przyzwoity poziom. Jednak po jednym epizodzie należałoby spodziewać się więcej świeżości i oryginalności ze strony twórców. Szkoda. W pamięci opowiadana historia raczej nie zapadnie, nie ma tu praktycznie nic czego nie spotyka się w setkach innych podobnych pozycji. Rzemiosło – to jest odpowiednie słowo.

Ten ekran to pewnie na oczy nie szkodzi.
Dwadzieścia minut obrazu.
Najmocniejszy i najbardziej widoczny punkt dla Pale Cocoon. Jest się czym zachwycać, począwszy od kreski postaci na tłach skończywszy, które miejscami są po prostu piękne. Wspomaganie komputerowym renderingiem w tym przypadku wyszło znakomicie i co najważniejsze nakreślone obrazy pasują znakomicie do tematu. Jak mawiał mój wykładowca z fizyki: „Uuu będzie piątku!”.

Romantyczna scenka na platformie.
S-f bez klimatu to nie s-f.
Właśnie. Klimat. W Pale Cocoon występuje jednak nie w takich ilościach jak by się chciało. Człowiek oglądając ma odczucie, że czegoś brakuje. I moim zdaniem (w takiej formie) wstawka wokalno-muzyczna występująca w środku tego tytułu psuje to co zostało zbudowane przez wcześniejsze minuty seansu.

Schody do nieba. Eee, a może do piekła?
Liczę do dwóch! Raz, dwa – postaci!
Przemierzając całą OVkę natrafimy na wspomnianego już wcześniej Urę oraz na dziewczynę od interpretacji danych Riko (aha występuje jeszcze jeden pomniejszy bohater, ale usłyszymy tylko jego głos i to niezbyt długo, dlatego z dalszych rozważaniach zostanie pominięty). Czyli w sumie dwójkę bohaterów, których dane nam będzie poznać. I bardzo dobrze, że twórcy nie wrzucili więcej postaci, bo ten duet sprawdza się znakomicie. Do tego mimo dość krótkiej przygody z Pale Cocoon, oglądając ma się wrażenie, że Urę i Riko zna się od co najmniej dziesięciu wcześniejszych odcinków. Brawa.

Jakoś zawsze tak się zdarza, że słoneczko świeci nam prosto w oczy w najmniej odpowiednim momencie.
Wnioski końcowe.
Nie jest do tytuł aspirujący do bycia kamieniem milowym w historii anime. Do dobrych tytułów trochę brakuje, choć oglądając raczej nikt nie powinien być rozczarowany. Jednak zaznaczyć należy, iż nie jest to w żadnym razie anime dla wielbicieli akcji.
Bardzo dobra strona graficzna, nie gorsze postaci, przyzwoita (choć bez polotu) historia. Niepomiernie bardziej wartościowym seansem będzie Pale Cocoon, aniżeli kolejny odcinek jakiegoś trzystu odcinkowego tasiemca.
Szału nie ma, ale można. 6+/10
Ten wpis był edytowany przez x-mag: 10-10-2009, 17:55