Wonderful Days
(Sky Blue)
Film pełnometrażowy produkcji koreańskiej (82 min)
Gatunek: s-f, akcja, romans
Rok wydania: 2003
Z wielko-budżetowymi produkcjami, celującymi w gatunek anime przeważnie jest pewien problem. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej jeśli ktoś ma do wydania górę kasy, a rzecz tworzona dzięki tej kasie nie jest dziełem Japończyków. Wtedy jakimś dziwnym trafem twórcy nie są w stanie uchwycić tych aspektów, które właśnie Japończykom przychodzą bez trudu. Powstają przez to dzieła wydumane, udające coś czym nie są, czy wzorowane na zbyt wielu schematach. Znakomity przykład mieliśmy w Animatrix’ie, gdzie najlepszymi częściami były te w których za reżyserię i scenariusz odpowiedzialni byli właśnie Japończycy. Aby poprawić sobie zdanie właśnie o „zagranicznych” tworach postanowiłem zbadać pewne dzieło południowo koreańskiego kina animowanego. Z racji wielu pochlebnych opinii sądziłem iż seans „Wonderful Days” będzie czymś więcej aniżeli podziwianiem komputerowych renderów... Ale aby nie uprzedzać faktów najpierw to co z tym tytule najlepsze.

Mała układanka.

Coś dla wizjonerów. Tak będzie wyglądać miasto przyszłości.
Mimo, że Wonderful Days powstało już ładnych parę lat temu (produkcja ukończona w 2003) to ma się wrażenie, że tytuł ten powstał co najmniej wczoraj. Grafika jak i ogólna animacja są dopieszczone w najmniejszych szczegółach. Tła mimo, że często generowane komputerowo są wykonane wzorcowo, tak samo jak elementy w pełnym 3d. Bardzo wyraźna kreska, brak uproszczeń, znakomite oświetlenie – po prostu cudo. Mam tylko małe zastrzeżenie, bo czasem połączenie obrazu trójwymiarowego i dwuwymiarowego jest trochę sztuczne i może razić. Mimo, że takich momentów nie ma wiele, to właśnie przez tą małą niedoróbkę nie można zakwalifikować grafiki jako idealnej. Choć chyba brakuje niewiele. Zabrzmi to materialistycznie, ale widać wpompowane tutaj pieniądze. I dobrze, bo gdyby zmarnowano ten element Wonderful Days to praktycznie nie byłoby czego pochwalić...

W tonie bezbarwnych postaci ten gościu jest wyraźny.

Kręcenie nosem zaczyna się już przy fabule, która pretenduje do miana kioskowego science-fiction. Opowiadana historia mimo pewnego potencjału jest mało ciekawa, a jeśli wystąpią bardziej oryginalne elementy to trzeba je zbesztać za bezdenną głupotę. Przykład: Słyszał ktoś kiedyś o celowym zanieczyszczaniu środowiska, aby otrzymać jak najwięcej energii z owego zanieczyszczenia? Nie? Nikt? Skoro, ktoś dysponuje technologią pozwalającą na produkcję energii z dewastacji przyrody to czemu nie jest w stanie produkować energii ze źródeł dostępnych? Tutaj mamy właśnie do czynienia z takimi kwiatkami. A żeby była jasność ciekawscy dokopią się również do innych „oryginalności”. Jeśli jest to film na serio, należałoby oczekiwać bardziej poważnej fabuły. Poza tym reszta jest niestety wtórna i przewidywalna. Mamy walkę dwóch frakcji – technologicznie doskonałego Ecobanu i ludzi mieszkających na wyniszczonych obszarach. Między obiema społecznościami występują pewne zależności, ale nie będzie nam dane poznać ich do końca, bo na pierwszy plan wysunie się wątek miłosny, a reszta stanowić będzie tylko tło. Szkoda, bo niektóre wątki aż proszą się o rozbudowanie. Niestety film miejscami zwyczajnie nudzi, znajdą się pewnie tacy co nie dotrwają do końca sensu. Słabo. Scenarzysta i reżyser powinni za karę przepłynąć z Korei do Japonii wpław.

Nie raz i nie dwa zdarzało się, że biedotę historii można zatuszować dobrymi bohaterami. Przykro to pisać, ale niestety nie mamy czegoś takiego w tej produkcji. Postaci są poza pewnymi wyjątkami zwyczajnie kiepskie i trudno żywić do nich jakąś większą sympatię. Główny bohater jest prosty i płaski jak autostrady w USA, to chyba jedna z najsłabszych postaci w tym tytule. Nieco lepiej prezentuje się Jay - dziewczyna rozdarta pomiędzy światem Ecobanu, a społecznością rebeliantów, ale szału też nie ma. Jedna z ważniejszych postaci na scenie Ecobanu – Cade jest niestety jednym z bohaterów mniej ważnych dla tego tytułu, a przecież ma on grać jedną z ważniejszych ról... bieda proszę Państwa!

Pan jaśnie oświecony.

"O nie! Poplamiłam się barszczem..."
Pewnie sobie pomyślicie, że skoro skopano tu tak wiele rzeczy to więcej zepsuć się nie da. Błąd. Ubolewać należy jeszcze nad zakończeniem. O ile przez większość sensu autorzy hołdują akcji wylewającej się z ekranu to zakończenie jest godne płaczliwego dramatu miłosnego. Dziwny to zabieg nie pasujący do ogólnej konwencji tej produkcji. Żeńska część publiczności zapewne może mniej narzekać na ten aspekt, ale i tak ktoś przegiął z ckliwością i melodramatycznością ostatnich minut. Dodatkowo raczej mało pozytywne wrażenia dodaje muzyka, która fakt faktem jest dobra, ale często zbyt pompatyczna. Niedopracowano tego elementu, można było udźwiękowić Wonderful Days w mniej napompowany sposób. Trzeba też zwrócić uwagę, że przyzwyczajeni do anime w wydaniu japońskim mogą czuć dyskomfort słuchając koreańskiego, jak się nie ma styczności to dziwny ten język się wydaje. Oglądanie w wersji angielskiej raczej mija się z celem, bo dla Amerykanów przygotowano wersję (a jak!) skróconą o parę minut (pod nazwą Sky Blue). Dorwanie pełnej długości wersji angielskiej jest niesamowitą ekwilibrystyką. Ewentualnie aby nie słuchać koreańskiego można rozejrzeć się za wersją z polskim lektorem. Płytę dvd można dostać za jakieś 20 zeta, czyli w cenie biletu do kina.

Siły Ecobanu mają po swojej stronie wystrzałowe zabawki.
Cóż tu napisać w podsumowaniu. Chyba tylko tyle, że Japończycy zrobiliby Woderful Days lepiej. Ma się wrażenie, że twórcy tego filmu wzorowali się na produkcjach z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale z myślą o największej widowni w Stanach Zjednoczonych. Fakt, faktem strona wizualna miażdży dokumentnie i jest to jedyny powód dla, którego warto sięgnąć po to dzieło. Moim zdaniem mało udana produkcja, w czasie sensu można ziewać i myśleć o niebieskich migdałach, a to dobrze o tytule nie świadczy, bo aby podziwiać kunszt grafiki wcale nie trzeba skupiać się na fabule. Dlatego jeśli dane będzie mi jeszcze raz obejrzeć ten film to zrobię to z wyłączonym dźwiękiem. 5+/10
Ten wpis był edytowany przez x-mag: 10-10-2009, 17:33