Shingetsutan Tsukihime
(Lunar Legend Tsukihime)
Serial TV (12 odcinków)
Gatunek: fantasy, romans, dramat, mystery, akcja
Rok wydania: 2003
Wampiryzm to nośny temat wszędzie. Zafascynowanie ludzkości długowiecznością powoduje, że autorzy wszelkiej maści tworów szeroko pojętej kultury, zasypują nas materiałami dotyczącymi wampirów. Począwszy od tanich książek klasy C przez bardziej ambitne pełnometrażowe filmy na grach komputerowych skończywszy. W zależności od przyjętej konwencji „krwiopijcy” mogą być różnie przedstawiani, choć przeważa motyw potężnego wampira z którym człowiek musi podjąć walkę.
Autorzy Shingetsutan Tsukihime postanowili przedstawić wampiryzm bardziej jako karę aniżeli zwycięstwo nad śmiercią.
Nastoletni Shiki Tohno po latach spędzonych u obcych ludzi na stancji wraca do swojej rodziny. Wcześniej gdy żył jego ojciec postanowił on odizolować po wypadku samochodowym swojego syna. Po tym nieszczęśliwym zdarzeniu nasz bohater posiadł pewną tajemniczą zdolność. Potrafi dokonywać destrukcji przedmiotów dzięki temu, że widzi linie „życia” przebiegające przez wszystkie materialne przedmioty. Teraz gdy ojca Shikiego już nie ma, jego siostra Akiha postanawia przyjąć brata z powrotem do domu rodzinnego. Powrót do domu to nie jedyne dziwne doświadczenie z jakim musi zmagać się Shiki. Niemalże w tym samym czasie zaczyna mu się wydawać, że popełnił straszny czyn. Chłopak nie może wyzbyć się wrażenia, że wykorzystując swoje umiejętności zamordował nieznaną mu dziewczynę. Czy rzeczywiście? Czy też dręczy go bardzo realistyczny sen?

Niektóre czyny sprowadzają tragiczne skutki.

Chłodna Akiha potrafi czasem się uśmiechnąć. Na zdjęciu tzw uśmiech dystyngowany.
Historię, którą dane będzie nam poznać można podzielić na trzy etapy. Pierwszy (moim zdaniem najlepszy) w którym praktycznie nic nie wiadomo i domysł goni domysł. Drugi - kiedy będzie nam się wydawać, że juz wszystko wiemy oraz ostatni wyjaśniający wiele choć i tak nie wszystko. Wiele zarzutów pada właśnie pod adresem fabuły, bowiem serial ten powstał na podstawie gry komputerowej i ortodoksyjni fani gry zarzucają autorom pominięcie wielu istotnych wątków. Autor tego tekstu nie będzie roztrząsał tych problemów, stwierdzić tylko należy, że pozostawienie pewnych rzeczy w kwestii domysłów oglądającego wcale tej serii źle nie robi. Poza tym z racji długości serialu upychanie dodatkowych informacji wydaje się zbędne. Zwłaszcza, że Tsukihime broni się przedstawioną konwencją. Po pierwsze niespodzianka – twórcy praktycznie zrezygnowali ze scen akcji. Mamy co prawda kilka bardziej dynamicznych momentów, ale są one mało oryginalne i na pochwałę nie zasługują. Skupiono się natomiast na relacjach wampir-człowiek. Jeśli dodać do tego, że są to relacje przeciwnych płci łatwo domyślić się w jaki sposób powstaje wątek miłosny.

Chłopak jeszcze nie wie jakie problemy może przysporzyć dziewczyna.

Arcueid Brunestud z wiatrem we włosach.
I w tym momencie należy wyjaśnić, iż tak naprawdę jest to tytuł właśnie o rodzącym się uczuciu. Tak, tak - wiem co pomyślicie: „nuda - to samo co w setkach innych produkcji”. Ale Tsukihime od tych setek odróżnia jedna rzecz. Zrobiono to w sposób wysublimowany, całość nie narzuca się. Autor tego tekstu mimo, że nie jest fanem filmów o romantycznym zabarwieniu, musi docenić sposób w jaki przewija się ta uczuciowa historia.
Zganić natomiast należy twórców za niektóre epizody, bo z żalem trzeba stwierdzić, iż serial nie prezentuje równego poziomu. Jest parę wyjątkowo niemrawych momentów, które karzą się zastanowić czy nie oglądamy przypadkiem średniej klasy filmu obyczajowego. Odcinki te mogą zniechęcić potencjalnych oglądających, dlatego od razu wyjaśniam – dalsze epizody prezentują niepomiernie większą klasę.
Skoro mowa o klasie to trzeba napomnieć o znakomitym pod względem udźwiękowienia openingu. Po prawdzie muszę powiedzieć, że utwór ten świetnie nastraja do oglądania kolejnych odcinków i potrafi wprowadzić widza w stan... nazwijmy go: wyłączenia negatywnego myślenia. Moje początkowo defensywne nastawienie do tego serialu pękło jak bańka mydlana. Nie gorsze jest pozostałe udźwiękowienie, wydaje się, że racjonalnym krokiem jest sięgnięcie po OST.
Wielkich zachwytów nad oprawą graficzną za to nie ma. Miejscami przydałoby się parę szlifów - czy to w bardziej wyraźnych konturach twarzy postaci czy lepszej animacji ruchu. Choć przyznać trzeba, że ogólne wrażenia odnośnie kreski są jak najbardziej pozytywne.
Wspomnieć należy o dość dziwnej perspektywie w jakiej są pokazywane postacie z dalszej odległości. Ma się wrażenie, że bohaterowie zdawałoby się dorośli, wyglądają z niej dość dziecinie. Weźmy taką Akiha’ę, która parę latek na karku ma, a z daleka siedząc np. na krześle wygląda jak mała dziewczynka. Trudno ocenić czy takie były zamierzenia animatorów czy mamy do czynienia z niedoróbką.

Puzzle!

Tytuł o wampirach - zatem księżyc musi być.
Z racji tego, że mimo wszystko jest to anime o wampirach to mam zastrzeżenie co do klimatu jaki serwuje Tsukihime. Brakuje w nim mroczności. Fakt faktem kilka scen jest owianych ciemnościami, ale trochę tego za mało zwłaszcza, że wspomniane wyżej nudne odcinki można było wypełnić inaczej. A tak te gorsze epizody dodatkowo zabierają z tego co zostało nabudowane wcześniej. Bardziej to dramat z elementami tajemnicy. Na pewno mianem horroru tego serialu określić nie można.
Bohaterów potraktowano na miarę dwunasto odcinkowej serii. Nie mamy przesycenia ich liczbą, ale nie ma też biedoty ilościowej. Właściwie prym wiedzie czwórka bohaterów: wspomniani Shiki i Akiha oraz Arcueid z Ciel. Jeśli do dać do tego postacie poboczne, związane w jakiś sposób z Shikim – jego koleżankę Satsuki, dwie pokojówki Hisui i Kohaku to robi się z tego mała haremówka. Kto nie przepada za takimi wygibasami, może trochę kręcić nosem, ale aspekt ten nie jest aż nachalny jak na przykład w Elfien Lied i można łatwo to łyknąć.
Najbardziej dopracowany jest rzecz jasna główny bohater – Shiki to jemu poświęcono najwięcej uwagi. Autorzy uciekli od kolejnego banalnego herosa, który ma wszystko w nosie i może podjąć się każdej walki. Tutaj jest on zagubiony i nieskory to wykorzystywania swoich mocy, dodatkowo męczą go koszmary przeszłości, której po wypadku zbyt dobrze nie pamięta. Nie gorsza jest postać Arcueid, która co tu dużo kryć wzbudziła moją niemałą sympatię. Czym? Nastawieniem do otaczającego ją świata oraz wachlarzem przecudownych min jakie strzela. Zamiana z ostrego, drapieżnego spojrzenia na słodkie niedowierzanie jest w stanie topić lody Antarktydy. Warto też wspomnieć, że Arcueid nie robi tylko za ładną chorągiewkę, jedna to z bardziej charyzmatycznych bohaterek. Resztę postaci potraktowano już z mniejszą pieczołowitością, choć jestem zdania, że nie przeszkadza to zbytnio w oglądaniu. No, może poza tym głównym złym, którego wykreowano zwyczajnie słabo.

Ten kolo mimo iż trzyma wyłącznie nożyk to jest śmiertelnie niebezpieczny.

Pragnę zwrócić uwagę na odmienne wyrazy twarzy tej dwójki.
Cóż... zaskoczył mnie ten tytuł, spodziewałem się czegoś zupełnie innego, choć nie ukrywam, że nie jestem w żadnym razie rozczarowany. Mimo, że rozwiązanie całej fabuły jest nieco zbyt banalne jakoś większego niedosytu się nie czuje. Postaci też nie nastręczają powodów do narzekań, całkiem dobra para głównych bohaterów ratuje sytuację. Do tego świetna strona muzyczna plus dobra kreska. O taki dramat miłosny z wampirami w tle, co prawda do ekstraklasy Vampire Hunter D: Bloodlust brakuje wiele, ale większa część oglądających powinna być usatysfakcjonowana. Mimo paru wad serial ten dla fanów gatunku, jak również osób z chęcią pooglądania czegoś smutnego powinien być udanym wyborem.
6+/10
Ten wpis był edytowany przez x-mag: 10-10-2009, 17:31