Ostatnie 10 wpisów [w odwrotnej kolejności]
| x-mag |
Napisano 3-06-2009, 14:04 |
Teflonowe Animacje Klasy B: część pierwsza. Na patelni: Wicked City
Dwa słowa wstępu od ojca prowadzącego. Jako, że nie wszystkie tytuły anime z jakimi mam do czynienia prezentują coś więcej aniżeli czystą, nieskrępowaną głupotę fabularną, ale jednocześnie można nieźle ubawić się oglądając te dzieła, postanowiłem stworzyć specjalną rangę, którą będą honorowane owe produkcje. W Teflonowych Animacjach Klasy B pojawią się tylko te tytuły, które dysponują określonym zestawem cech. Płytkość i prostota fabuły, niewybredne dialogi, występowanie demonów, cycków, zombie czy j.rutowicz będzie dodatkowym atutem do otrzymania tego zaszczytnego wyróżnienia. Jednocześnie wszystkie tytuły tutaj prezentowane muszą spełniać jeden punkt wyimaginowanego regulaminu autora tego tekstu. Mianowicie: zero udawania, że najważniejsza w nich jakaś głębia i przesłanie. I nie jest w tym miejscu ważny zamysł twórców, a efekt końcowy. Naturalnie w normalnym rozrachunku produkcje te wielu ludzi zbeszta i uzna za zbyt mało rozgarnięte. Ale jeśli chcesz zobaczyć coś bardzo niewymagającego, powodującego uśmiech na twarzy (bez znaczenia jaki) to zapraszam do Teflonowych Animacji Klasy B. Pora rozbić kilka tytułów na naszej patelni!
Wicked City aka Demon Beast City aka Yōjū toshi

Film kinowy (83 min) Gatunek: horror, dramat, akcja, super moce, erotyka Rok wydania: 1987
Straszne rzeczy, straszne miasto. Pewnie każdy kiedyś obawiał się mroku nocy i bliżej nieokreślonych koszmarów z owym mrokiem związanych. Demony zakradają się do twojej głowy i podszeptują, że coś złego kryje się w tym czarnym otoczeniu. Dobrze jeśli te demony są tylko wytworem twojego mózgu. Jest zdecydowanie gorzej jeśli istnieją w rzeczywistości... Właśnie w takim mieście, pełnym koszmarnych kreatur przyjdzie żyć Taki Renzaburo, a z racji zawodu jakim się tyra będzie musiał nader często mieć z nimi do czynienia. Cóż to za zawód? Ot nic niezwykłego. Jest zwyczajnym pracownikiem agencji mającej na celu zachowanie jako takich relacji pomiędzy ludźmi, a właśnie demonami. Praca jak każda inna ma swoje plusy i minusy. Minusem jest to, że nadchodzi okres ciężkiego tyrania w związku z końcem pewnej epoki. Pięćset lat temu zawarto rozejm pomiędzy światem demonów, a światem ludzi - teraz nadchodzi okres końca umowy. A że nie wszystkim zależy w równym stopniu na zawarciu nowego paktu... atrakcje w robocie Taki ma gwarantowane. Ale spokojnie do pomocy przydzielona zostaje mu (teraz nastąpi odpowiednie słowo) – partnerka.
 Jak pracujesz w agencji musisz mieć celne oko.
To się nazywa ostre spojrzenie.
W otmętach najgorszych koszmarów... ...poruszali się twórcy tworząc linię fabularną. I o ile w horrorze byłoby to jak najbardziej wskazane, to tutaj mamy raczej koszmary po delirium alkoholowym. Historia jest niewybrednie wtórna, a jeśli pojawi się coś oryginalniejszego to zastanawiasz się czy aby twórcy są pełni władz umysłowych. Ostatnie sceny, wyjaśniające całą historię mogą być powodem wstrząsu anafilaktycznego. Widzowie bardziej odporni na głupotę popukają się tylko w czoło i zadadzą głębokie pytanie retoryczne – „Kto to wymyślił.” Cóż - ktoś zapił pisząc scenariusz. To pewne.
 Pytanie: co gościu robi tej pani jest źle sformułowane. Powinno być co ta pani robi temu gościowi.
 Pewne metalowe przedmioty o określonym kształcie przyciągają pioruny.
Twardy jak glina. Główny bohater to typowy główny bohater, taki jakiego można by umieścić w tonach innych produkcji i niebyło by widać, że został przeszczepiony. Wielki twardziej pełną gębą, mogący reklamować odżywki dla kulturystów, a jeśli zajdzie potrzeba rozwalający demony gołymi rękami. Jednocześnie honorowy i potrafiący poświęcić się dla kobiety. A skoro jesteśmy przy kobietach należy wspomnieć o naszej demonicznej Makie, partnerującej naszemu herosowi. Z początku ma się wrażenie, że będzie ona toczyć boje nie gorsze od Renzaburo, ale później jakimś dziwnym trafem daje o sobie znać syndrom słabszej płci, nawet jeśli ta płeć jest demonem. Cóż ktoś kogoś z opresji musi ratować, a lepiej (w tej konwencji tytułu) jeśli tym kimś będzie Renzaburo „Duży gnat”. Pozostali bohaterowie są dość nierówni. Pewien portier w hotelu, który kojarzy się ewidentnie z Walterem z Hellsinga, jest rzeczywiście ciekawą postacią, ale dla kontrastu szef Takiego może być zapamiętany co najwyżej z gry w golfa we własnym biurze. Ze światem demonów też nie jest lepiej, a pewna postać jest... specyficzna. Mowa tutaj o niejakim Giuseppie Mayart, jest to demon posiadający szczególne moce parapsychiczne, którego ochroniać mają Taki i Maki (swoją drogą ciekawe kto wymyślił imiona głównym bohaterom...), gostek rzuca (sprośnymi) żarcikami na lewo i prawo (notabene dość żałosnymi) i marzy tylko o wizytach w nocnych klubach. Nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby nie fakt, że Mayart liczy sobie ponad dwieście lat. Widać demony nie cierpią na impotencję. Urocze.
 Tentacle muszą być - nie ma bata!
Cień metropolii. Oprawa wizualna jak na swoje lata trzyma się całkiem nieźle. Dobre zarysowanie postaci oraz znakomicie ukazane tła i elementy statyczne. Wszystko jest utrzymane rzecz jasna w tonacjach ciemnych, ale dominuje ciemnoniebieska poświata. W przypadku animacji jest już nieco gorzej, czasem mamy też zbyt niewyraźną kreskę poruszającej się postaci. Demony nie są może przykładem niesłychanie wielkiej inwencji twórców, ale kilka oryginalnych okazów, budzących postrach można tu uraczyć. Ścieżka dźwiękowa tak dobrze już nie wypada, widać (a raczej słychać) absolutny brak pomysłu. Ot taka muzyczka aby wypełnić jakimiś dźwiękami czas. Ewidentnie do zapomnienia.
 Giuseppie Mayart tylko wygląda na sztywniaka.

Piekło nie jest takie złe. Najgorsze jest to, że mimo tych wszystkich słabostek Wicked City da się oglądać. Produkcja ta jest miejscami tak przewidywalna, że aż fajna. Za połączenie miernoty fabularnej z (o dziwo) niezłym klimatem należy się wyróżnienie. Gdyby nie taka tandetna historia i bohaterowie byłby niezły kawałek demonicznego horroru akcji z elementami erotycznymi. I w żadnym razie nie jest to jakiś sprośny hentai. Bliżej tej produkcji do filmów erotycznych, niżeli do hardcorowych pornosów. A i seks nie jest tutaj głównym daniem, stanowi raczej przystawkę. Jeśli dodać do tego bystrą akcję i niezłą kreskę otrzymujemy tytuł lepszy niż można się spodziewać, pozbawiony naturalnie zbędnych dywagacji filozoficznych. I o ile ktoś może dopatrzyć się jakiś symboli, to bądźby szczerzy o głębię w tym anime nie chodzi, a Wicked City wcale do miana wyjątkowo inteligentnych filmów nie pretenduje. Zatem tytuł Teflonowej Animacji Klasy B jak najbardziej zasłużony. Film to w sam raz na wieczorny seans pod tytułem: „pooglądajmy coś głupiego”, rzecz w tym, że mimo płytkości łatwo dotrwać do końca sensu i nieźle się przy tym rozerwać. Reasumując: 79% teflonu*
*skala osiąga teoretyczną wartość maksymalną w okolicach stu, choć autor nie wyklucza większych wartości. |
| Zobacz cały temat (otwórz w nowym oknie) |
|
Skin created by No1 1000 / Sublime Development
|