Kousetsu Hyaku Monogatari
aka Hundred Stories aka Requiem from the Darkness
Serial TV (13 odcinków)
Gatunek: horror, mystery, fantasy
Rok wydania: 2003
Opowieść pierwsza – historia nie boli.
Życie pisarza nie jest łatwe. A jeśli masz żyć z historii pisanych dla dzieci i do tego nad głową stoi ktoś usiłujący pogonić twoją pracę... wtedy życie pisarza staje się wystarczająco nieznośne oby spróbować czegoś nowego i udać się na poszukiwanie prawdziwych historii wartych zapisania. I właśnie tak postępuje nasz bohater, niejaki Yamaoka Momosuke. Marzeniem Momosuke jest spisanie stu tajemniczych trudnych do wytłumaczenia opowieści. Tylko jak to bywa wśród artystów umysł silny, ale ciało słabe. Już na początku swojej podróży nasz dzielny pisarz unika spotkania ze śmiercią dzięki pomocy pewnego tajemniczego nieznajomego. Tak samo jak szybko się pojawił, nieznajomy znika, proponując jedynie schronienie przed padającym deszczem w pobliskiej chacie...
Za prawdę powiadam wam: w tej scenie wielu chciałoby być na miejscu tego chłopczyny.
Opowieść druga – strach to naturalna rzecz.
Nie byłoby horroru bez klimatu i na całe szczęście klimat w Hundred Stories to jeden z największych plusów tejże produkcji. Miejscami opowiadana historia osiąga gęstość uranu i może być powodem dreszczy na plecach. Pierwszy odcinek jest bardzo specyficzny i wciąga widza w wir naprawdę mrocznych wydarzeń. Wyłączając ostatnie dwa epizody, każdy odcinek ma inny zarys fabularny, jest to serial w, którym poprzednie epizody nie są ze sobą ściśle powiązane. Zemsta, strach, nienawiść, nieczyste ambicje to główni aktorzy na scenie teatru Kousetsu Hyaku Monogatari, gościnnie wystąpią również trupy oraz latające kończyny w asyście czerwonej posoki. Zdecydowanie nie jest to tytuł warty puszczenia na dobranockę dla dzieci o 19. 
Ten dzwoneczek to nie jest ani zaproszenie na obiad, ani zapowiedź końca lekcji...
Spoko. Ogin wykonuje tylko swoje zadanie.
Opowieść trzecia – trójka nieznajomych.
Poza wspomnianym już Momosuke trzon postaci będzie tworzyć iście oryginalne trio. Zabójcza (zabójcza nie tylko w tym sensie o którym pomyśleliście) manipulatorka Ogin, wielki jak góra Nagamimi, potrafiący zmienić dowolnie swoją postać. Oraz niejako herszt tej bandy sprzedawca zaklęć wszelakich Mataichi. Każdy z tych bohaterów jest inny, lecz razem tworzą wyjątkowo zgrany zespół, który wspomaga (choć przez większość czasu w roli marionetki) nasz pisarzyna. Kolejny duży plus tej serii to właśnie postaci i to nie tylko te pierwszoplanowe. Obsadzenie drugiego planu jest równie dobre, jeśli nie lepsze. Poznamy między innymi: samuraja dręczącego przez demony przeszłości, ojca gwałcącego swoją córkę czy członków karawany w której co raz ktoś znika. Co ciekawe postaci nie są jednoznaczne, często jeśli wydaje nam się, że jakaś postać jest pozytywna - to tylko nam się wydaje. 
Ehh ciężka jest praca reportera National Geografic, tyle naczekać się trzeba na dogodną sytuację.
Zero kultury. Nie dość, że facio stracił głowę to jeszcze jakiś żartowniś doczepił karteczkę.
Opowieść czwarta – czego oczy nie widziały, tego uszy nie słyszały.
Oprawa wizualna to temat dość sporny. W Hundred Stories w niektórych miejscach zastosowano grafikę, która budzi skojarzenia surrealistyczne. Ponadto uproszczenia kreski są na porządku dziennym, a w miejscach dużego natężenia przemocy występuje odwrócenie kolorów (efekt negatywu). Kolorystyka jest bardzo specyficzna i nie każdemu się spodoba, podobnie jak kreska samych postaci. Trzeba również zwrócić uwagę iż gros postaci nie mających większego znaczenia dla fabuły, jest ujednolicona i na dobrą sprawę trudno szukać różnic pomiędzy nimi. Dzięki takiej zagrywce zwracamy największą uwagę na głównych aktorów sceny wydarzeń. Moim zdaniem wszystkie sztuczki z grafiką poza zbytnimi uproszczeniami mają sens tworząc specyficzny klimat tego anime.
Ścieżka muzyczna jest dobra i nie jesteśmy molestowani jej nadmiarem. Całość jest subtelna i naprawdę dobrze dobrana. Zarówno opening jak i ending to przykład właściwego zbalansowania muzycznego. 
Ta pani nie jest w stanie pogodzić z utratą ukochanego. Do czego się posunie? 
W serialu mamy też kilka pojedynków godnych najlepszych produkcji o samurajach.
Sto historii później...
Konwencja horroru to prosty sposób na spartolenie anime, autorzy często uciekają się do banałów rzucając tylko mięsem na lewo i prawo. Na szczęście pojawiają się również tytuły takie jak Kousetsu Hyaku Monogatari - świetne od początku do końca i nie powielające ciągle tych samych zagrań. Za to anime należy się wielki ukłon twórcom, genialny klimat, oryginalna kreska, ciekawa fabuła. A jeśli człowiek się wysili można wyciągnąć również coś bardziej wartościowego. Hundred Stories zapewne nie straci również nic za ponownym seansem, nie wydaje się, że jest to jednorazowe anime. Mimo trochę rozczarowującego zakończenia dla każdego kto lubi mroczne klimaty pozycja obowiązkowa.
8+/10
Powered by Invision Power Board (http://www.invisionboard.com)
© Invision Power Services (http://www.invisionpower.com)