Wbrew przesądom ten "ptak" nie ma problemów gastrycznych. Ta pani też nie. Chyba.W latach 70' niejaki Leonard Mogel został oddelegowany (na drodze tak zwanego kopa w górę jak sądzę) do Paryża w celu utworzenia tam lokalnego działu
National Lampoon. Na miejscu wykrył ciekawe pisemko publikujące komiksy z gatunku sf i horror, tak zwane
Metal Hurlant. Nazwa przełożona na ludzki język znaczyłaby mniej więcej "wyjący metal" i jak można się było domyśleć, w jakiś sposób nawiązywała do kiełkującego już w tedy nowego nurtu posthipisowskiego rocka. Mogel przemianował więc rzecz na
Heavy Metal i zaczął przerzucać przetłumaczone materiały do USA.
Osobiście bardzo te okładki lubię. Nie wiem czemu. Pewnie udany dobór kolorów.No cóż - rzecz okazała się strzałem w dziesiątkę i chociaż pismo nigdy nie trafiło do głównego nurtu (gdzie przeżyłoby 5 minut sławy i zginęło marnie) to wciąż wiedzie swój żywot, w powiązaniu z metalową kontrkulturą. Co ciekawe nie każdy metalowiec zdaje sobie z tych związków sprawę, podobnie jak Ci którzy sobie zdają sprawę, nie zawsze wiedzą, że są to związki pośrednie, do czego jeszcze dojdę. Tutaj warto jeszcze wspomnieć, że jak na purytański kraj przystało, pisemko ma charakter bardzo ostry: pełno tam przemocy i seksu, a mimo to na terenie Stanów wciąż jest sprzedawane nieletnim. Obecnie nadal współpracuje z nim wielu uznanych rysowników m.in.
Luis Royo, którego jak się zdaje wielką fanką jest nasza
Cirka.
Royo słynie ze zmysłowych rysunków młodych kobiet.Sukces trzeba było skonsumować i po trzech latach ciężkiej pracy spakowano kilka nowelek w jeden film. Akcja kręci się wokół zielonej kuli Loc-Nar, która koncentruje w sobie zło całego świata i podróżuje przez czas i przestrzeń wypaczając i niszcząc wszelkie życie. Wielu chciało posiąść jej moc, a nieliczni na daremno usiłowali z nią walczyć. Będziemy światkami tych wydarzeń. Tyle formalnie powiedzieć należało. Nieformalnie to mamy tutaj niezłą jatkę, piękną Corvettę wchodzącą w atmosferę, laski, wybuchy, nie do końca szlachetnego kapitana Sterna, II wojnę światową, Dena, Harriego, więcej lasek, rzezie, idiotów w administracji największego kraju, walkę, roboty erotomanów, pakty, zemstę, jeszcze więcej lasek, zombie i nakoksowanych kosmitów. To mniej więcej... nie to na pewno nie wszystko.
Rozdęty pychą Loc-Nar molestuje małą dziewczynkę. Zły dotyk boli całą wieczność, ktoś zaraz się o tym przekona.Krytyka oczywiście zmiażdżyła to wiekopomne dzieło jak to zawsze w takich wypadkach (filistyni). Do zarzutów należało, że film jest dla dorosłej widowni, że jest brutalny i że to totalne bezguście. Rzecz dość zabawna, zważywszy, że w porównaniu z treściami zawartymi w oryginalnych komiksach, wciąż prezentował się on jeszcze dość niewinnie. Częścią legendy stał się tzw. "wacek Dena" - jeszcze podczas produkcji dano do zrozumienia, że amerykańska opinia publiczna może jeszcze znieść, że ich dzieci patrzą na fruwające flaki i gołe laski ukazywane ze wszystkich stron i we wszystkich pozycjach, ale gdyby tylko Den chodził bez szmaty na biodrach to film by trafił do kategorii "tylko dla dorosłych". Taki to dziwny kraj.
Być może nie zrozumiecie tej decyzji, ale Den nie chciał już wracać na ziemię.Chociaż z początku obraz nie odniósł wielkiego sukcesu, to kiedy tylko przesunięto go na późniejsze godziny zaczęło się szaleństwo. Istotnie wyznaję, że filmik jest wprost stworzony by oglądać go imprezowo ze znajomymi przy piwku albo i czymś więcej. Na prężnie rozwijającym się rynku wideo był absolutnym pewniakiem i wszyscy zacierali ręce na myśl o nadchodzących melonach. I kiedy twórcy kroczyli już pewną drogą do zasłużonej chwały i słusznych pieniędzy, albo do mainstreamu i degrengolady jak kto woli, trafiło ich nieszczęście.
Harry. Taka fajna krótka nowelka, a zerżnęli ją, rozdęli do granic możliwości i zrobili z tego film Piąty ElementCóż to się stało? Otóż filmik został obdarzony ścieżką muzyczną, do której przyczyniły się największe ówczesne sławy Heavy Metalu z Black Sabath na czele. Oho-ho - spokojnie, spokojnie panowie metalowcy, to nie te czasy, dla was to hard-rockowe plumkanie z psychodelicznymi wstawkami. Rzecz w tym, że o prawa do soundtracku rozpoczęła się istna batalia prawna, która opóźniła wydanie filmu w wersji VHS na 15 lat. To powód, dla którego wielu ludzi o tym filmie nigdy nie usłyszało. Filmik pokazywał się jednak w różnych telewizjach, gdzie był nagrywany i tak nielegalnie krążył po świecie.
A ta okładka mi się akurat nie podoba.W roku 2000 owoc dojrzał na tyle, że zrealizowano tzw. "sequel", albo jak kto woli odcinanie kuponów. Jest to
Heavy Metal 2000 filmik wciąż przyjemny, ale nie tak zabawny. Warto na niego zwrócić uwagę z paru względów: raz że udziela się tam kupa niezwykle ważnych ludzi z
Panterą i
Billy Idolem włącznie. Dwa że ten filmik jest popisowym udziałem
Julii Strain, która jest absolutną muzą środowiska rysowników erotycznych, gwiazdą filmów B i żoną obecnego właściciela
Heavy Metal Kevina Eastmana (współtwórca Żółwi Ninja - taki ten świat mały!). Julia jest bardzo ciekawą osobą, polecam poszukanie sobie informacji o niej.
Powstała też gierka kontynuująca wątki z filmu. Ponoć udana.Wspomniany sequel opowiada tylko jedną historię w tym samym universum. Streszczanie jej jest dość niedorzeczne, ponieważ moim zdaniem nie ma ona wielkiego znaczenia. Pewien człowiek odnajduje szczątki czegoś, co jak stwierdza, umożliwi mu osiągnięcie nieśmiertelności (co to może być to się wie jak się pierwszą część oglądało). Na drodze do tego szczytnego i godnego pochwały celu masakruje mieszkańców peryferyjnej planety. Ocalała z rzezi główna bohaterka postanawia się zemścić. Proste. Tak naprawdę chodzi tylko o ukazanie niezłej sieki, ostrych panienek i sypnięcie paroma gagami. Jak ktoś lubi pierwszą część to i tak się załapie z ciekawości.
Oba filmy polecam.
ps. Kapitan Stern rządzi.
Ten wpis był edytowany przez x-mag: 21-01-2009, 13:06