Kemonozume
Serial TV (13 odcinków)
Gatunek: supernatural, romans, akcja, dramat
Rok wydania: 2006
P jak potwór. P jak pożeracz.
Jeśli zawsze obawialiście się potwornych rzeczy kryjących się pod łóżkiem czy w pobliskiej szafie to mam dla was złą wiadomość. Potwory istnieją. I to nie od wczoraj, a od dawien dawna. A żeby było jeszcze przyjemniej to problematyczne jest odróżnienie ich od ludzi. Dopóki nie nastąpi transformacja, twoja kochanka/sąsiad/pani z warzywnego ukrywają swoją naturę pod powłoką człowieczeństwa. Jeśli zobaczysz wielkie pazury i ogromną paszczę to pewnie będzie ostatni widok w twoim życiu. Nazywane są „pożeraczami” i należy to rozumieć bardzo dosłownie. Oczywiście ludzie nie mają zamiaru być tylko porcją świeżego pożywienia, dlatego istnieją utajnione organizacje mające za zadanie podjąć walkę (nie na żarty) z nienażartymi kreaturami. Jedną z nich jest Kifuuken, organizacja zrzeszająca najlepszych wojowników miecza. Jako, że skutecznym sposobem zabicia potwora jest odcięcie jego ramion wyposażonych w pazury, walka przy pomocy miecza samurajskiego wydaje się dobrym pomysłem.

Sparing z mistrzem przeważnie tak właśnie się kończy.
K jak katana. K jak Kifuuken.
Czas biegnie jednak nieubłaganie i dotychczasowe metody walki stają się przedmiotem spornym pomiędzy leciwym przywódcą Kifuuken, a młodszą częścią stowarzyszenia. Między innymi Kazuma Momota, jeden z kandydatów do objęcia schedy po obecnym mistrzu, jest gorącym zwolennikiem nowoczesnej walki przy pomocy uzbrojonych maszyn. Jego przeciwieństwem jest jego brat Toshihiko, który uznaje drogę samodoskonalenia tylko poprzez trening szermierczy oraz wpojone ideały. Jednak jak na ironię Toshihiko ma pewien problem biorąc udział w prawdziwej walce przeciwko pożeraczom. Mianowicie podczas starcia ehm popuszcza w majty – dosłownie. Konflikt pomiędzy braćmi staje się powoli faktem, a dodatkowo sytuację komplikuje spotkanie Toshihiko z pewną tajemniczą instruktorką skoków spadochronowych...

Ta małpa to by tylko jadła. Gdzie to wszystko się mieści?

Tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia.
M jak Momota. M jak miłość.
Mimo iż na początku oglądania wydaje się iż będzie to czyste kino akcji, później na pierwszy plan wysuwa się wątek miłosny. Ten serial to kolejna (prawdopodobnie iluś tam milionowa) opowieść o zakazanej miłości dwójki bohaterów i konsekwencji z tym związanych. Tym razem jednak w konwencji samuraje kontra potwory plus duża dawka absurdu. Bo Kemonozume na poważnie (mam nadzieję) nikt nie weźmie, już same wstawki przed każdym odcinkiem uzmysławiają, że jest to anime... lekko mówiąc pokręcone. Fabuła za to tworzy zwartą całość, poznamy wcześniejsze losy Kifuuken, zagmatwane losy szermierzy, a także przyczyny zwiększonej aktywności pożeraczy. Jednak końcowe odcinki przybierają rozmiary XXL w gatunku absurdalnej akcji. O ile wcześniejsze epizody nie należą do typowych, to sama końcówka jest iście pokręcona i może budzić skojarzenia Furikuriozalne.

Ogromna ośmiornica vs. pożeracz! Rund one! Fight!
G jak gatunek. G jak grafika.
Twórcy znakomitego Mind Game, po raz kolejny serwują nam oprawę bardzo eksperymentalną. Jednak jeśli porównywać Kemonozume do Mind Game to nie sposób nie zauważyć, że ten trzynastoodcinkowy serial jest bardziej skąpo odziany od MG. Nie uświadczymy tylu różnorodnych technik, a i sama kreska jest brzydsza. A miejscami zbyt duże uproszczenia nie poprawiają humoru. Niektórzy pewnie stwierdzą, że kreska jest brzydka. Cóż. W moim odczuciu tak jak indywidualny charakter ma rozwijająca się akcja, tak samo indywidualną sprawą jest odbiór serwowanego obrazu.
Za to strona dźwiękowa nie może być powodem do narzekań. Usłyszymy zróżnicowane fale dźwiękowe, począwszy od mrocznych ambientowych klimatów, przez tradycyjne instrumenty japońskie, na openingu w stylu jazzowym kończąc. A wszystko na wysokim poziomie.
Moją uwagę przykuł właśnie opening i zaliczam go do jednych z ciekawszych jakie miałem okazję oglądać.

No nie, gdzie koleś wkłada sobie te ręce... Wstyd! Nie przy ludziach!

Co ten wielkolud robi na pace? Odpowiedź: podróżuje.
S jak sylwetka. S jak Shokujinki.
Przedstawieni bohaterowie są na dobrym poziomie. Do postaci pierwszoplanowych zastrzeżeń mieć nie można, każda ma swoją własną specyficzną osobowość i kieruje się swoimi poglądami. Toshihiko razem z Yuką tworzą zgrabną parę głównych bohaterów, ale w pamięci po wieki wieków raczej nie zapadną. Toshihiko rozwija się przez całą serię, ale postać Yuki poza pewnymi skłonnościami jakoś specjalnie oryginalna nie jest. Za to drugi plan może być powodem dużego banana na twarzy. Zarówno Ooba jak i jego ogromny, lecz nieco zagubiony syn to istne indywidualności. Właśnie te postaci wsparte pewną tajemniczą małpą, która pojawia się w wielu odcinkach (coś na podobieństwo czarnego kota w Trigunie – tyle, że tu małpiszon odgrywa większą rolę w fabule) kreują obraz tego anime. A owa małpa jest na tyle pocieszna, że może zaskarbić sobie sympatię żeńskiej części widowni, powodując niekontrolowane wybuchy w stylu: „Aaa! Jaka slodziutka!!!”.

Fajna grupowa integracyjna impreza. Im więcej zombie tym lepiej.
A jak początek. Z jak koniec.
Trudny to tytuł do jednoznacznego ocenienia. Niezbyt udana grafika, może wielu ludzi zniechęcić do seansu. W pewnych ramach oryginalna historia miłosna, poparta dość dużą dawka przemocy, którą należy traktować trochę z przymrużeniem oka, bo o nie krwistość w tym anime chodzi. Uwagę zwraca bardzo dobra strona dźwiękowa i zakręcone zakończenie (poza ostatnimi sekundami sensu, które przy całości wydają się być bardzo trywialne).
Moim zdaniem jest to tytuł dla ciekawskich lubujących się w opowieściach o samurajach, którym nie przeszkadzają kończyny latające po ekranie i odrobina seksu - w niezbyt ładnej oprawie.
7/10
Ten wpis był edytowany przez x-mag: 10-10-2009, 17:51