IPB
> Mugen No Juunin, Blade of the Immortal  
Reply to this topicStart new topic
x-mag
wyślij 9-07-2009, 12:33
Wpis #1


Wygnaniec
***

Grupa: Redakcja
Sex: Unsigned


Mugen no Juunin
(Blade of the Immortal)




Serial TV (13 odcinków)
Gatunek: dramat, akcja, pojedynki samurajskie
Rok wydania: 2008





Zemsta drogą do odkupienia...
Jako fan produkcji spod znaku samurajskiego miecza, nie zastanawiałem się ani chwili czy warto sięgnąć po Mugen no Juunin, czy też może zabrać się za coś innego. Z gorącą głową postanowiłem odkopać ten tytuł, ale kiedy już go miałem to przyszła chwila refleksji czy aby nie trafi się kolejna produkcja oparta na jakże utartych schematach. I poniekąd to pytanie znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości. No, ale po kolei...
Feudalna Japonia. Niejaki szermierz Manji jest zmęczony swoją egzystencją, najchętniej chciałby umrzeć, ale nie wszystko jest takie łatwe. Popełnił on wiele zbrodni za które teraz postanawia przynajmniej częściowo odpokutować. A ma powody aby posypać głowę popiołem. W ciągu ostatnich dwóch lat zabił ponad setkę samurajów, stąd nadano mu przydomek „Mordercy Stu”, a przecież to nie wszystkie ofiary tego dziwnego jegomościa. Dzięki tajemniczym robakom żyjącym w ciele Manji’ego, jest on praktycznie nieśmiertelny. Przedziurawienie naszego bohatera kataną czy też dekompilacja kończyn wielkiego wrażania na nim nie robią. Ale za to robią wrażenie na przeciwnikach z którymi Manji się mierzy.
Umiejętności jakimi dysponuje ten szermierz postanawia wykorzystać szesnastoletnia Rin Asano, która za namową pewnej staruszki, prosi Manji’ego o pomoc z dokonaniu aktu zemsty na mordercach jej ojca...



Ta dwójka stanowi zgraną parę. No może poza tym, że Rin nie lubi pieczonej żaby.



Od razu uprzedzam wszytkie pytania. Nie, to nie jest swastyka.



Szybkie cięcie ciała wzdłuż...
Pierwsze co należy pochwalić to klimat towarzyszący tej opowieści. Podczas oglądania czuć specyfikę tego tytułu. Prawo silniejszego w czasach feudalnej Japonii poparte odpowiednim połączeniem mrocznego klimatu z (mimo wszystko) niezbyt krwawymi scenami walk, tworzy skondensowany i zwarty obraz. Autorzy zamiast serwować latające wszędzie kończyny przewiązane flakami, serwują bardziej stonowaną formę w której przemoc mimo wszystko nie gra pierwszoplanowej roli. Rzekłbym nawet, że mamy tutaj przewagę dramatu nad scenami walki. Tragiczne losy bohaterów i dywagacje nad sensem zemsty oraz drogą miecza są właściwym meritum tego tytułu.
Teraz pewnie odezwą się głosy, że zbyt ułagodzone sceny i ogólny zarys mają się nijak do mangi. Autor tego tekstu nie będzie roztrząsał tych problemów, po pierwsze z powodu braku odpowiedniej styczności z mangą, a po drugie jest to recenzja anime, a nie porównanie jednego z drugim. Wspomnieć należy tylko, że anime nie musi zawsze być wierną adaptacją mangi, a krwistość nie jest wyznacznikiem dobrego klimatu (patrz Elfien Lied).



Design tego bohatera nie budzi dobrych skojarzeń.



Ci na drugim planie ćwiczą przed zawodami gimnastycznymi.



Droga miecza czy własna ścieżka...
Jednak przyznać uczciwie należy, że ogólny zarys fabularny nie jest szczególnie oryginalny i po spojrzeniu na całość czuć niedosyt. Fakt w niektórych miejscach można doznać zaskoczenia, ale częściej jednak istnieje szansa na przewidzenie to co zdarzy się za chwil kilka. Zwyczajnie jest nierówno pod tym względem. Taka historia aż prosi się o szczególne potraktowanie, zwłaszcza, że zastosowanie kilku wątków o zabarwieniu fantastycznym można było ująć w bardziej strawnej formie. Należy również dość mocno skupić się na oglądaniu ponieważ w niektórych epizodach zostaniemy uraczeni niezapowiedzianymi dawkami retrospekcji, wymagającymi absolutnej uwagi.
Szkoda zakończenia, które pozostawia zbyt dużo niedopowiedzeń i domysłów, które pozostaną w głowie oglądającego, bo na kolejną serię na razie się nie zanosi.
Mimo tych paru wad, nie należy skreślać całkowicie tej historii ponieważ wiele wątków jest naprawdę interesujących. Gdyby parę szlifów to byłby prawdziwy smakołyk, a tak mamy tylko przyzwoite danie.



Cięcie!



A oto grupa winowajców 'całego zła' na świecie.



Zemsta na wrogach...
Za to aktorzy wydarzeń nie nastręczają powodów do narzekań. Para głównych bohaterów to zacne osobowości i do tego świetnie się uzupełniające. Manji’ego mimo pozorów nie można określić mianem typowego rębajły, gościu potrafi zaskoczyć tekstami jakie serwuje, a do tego snuje rozprawy nad własną wymęczoną egzystencją. Dla odmiany Rin nie jest zdecydowana czy chce faktycznie podążyć drogą zemsty usłanej krwią. Jest zagubiona i poszukuje zrozumienia właśnie u „Mordercy Stu”. Wspomnieć należy, że przez cały serial zaobserwujemy stopniowy rozwój Rin i zmiany postrzegania przez nią świata.
Aby uzupełnić serial twórcy tego dzieła stworzyli znakomite postacie poboczne. Kobieta o wyjątkowo smutnym spojrzeniu - Makie, marząca o zostaniu gejszą, ale zamknięta w skorupie wojownika to istna ekstraklasa. Odpowiedzialni za śmierć ojca Rin też są nie w ciemię bici. Każda z tych postaci zasługuje na uznanie, mniejsze lub większe, ale każda. Szczególnie oryginalny jest ogromny wojownik o tajemniczych garbach na ramionach, mający... ekhm duże problemy ze zdrowiem psychicznym. Ogólnie kreacje bohaterów to moim zdaniem znakomity aspekt Mugen no Juunin w dużym stopniu przemawiający za obejrzeniem tego serialu.



Ten kto powie, że to fajna dziara powinien puknąć się w łeb.



Ten łysielec może mieć problemy z krtanią do końca życia...



W czerwonym księżyca świetle...
Do szybkiego omówienia pozostały jeszcze sprawy audio-wizualne, bo których większych zastrzeżeń nie ma. Muzyka wymaga pewnego przełamania i przyzwyczajenia. Opening przypadł mi do gustu dopiero w okolicach szóstego odcinka. Podobnie z muzyką w samym tytule, która czasem sprawia wrażenie niedopasowania, ale wystarczy wsłuchać się trochę bardziej, a to wrażenie mija. Za to utwór końcowy (co jest niestety pewną tradycją...) jest zwyczajnie słaby i nie zachęca do przesłuchiwania go do końca.
Za to postacie mają wyraźnie, miłe dla oka rysy twarzy, a ich ruch jest wystarczająco wiarygodnie oddany. Co prawda walki miejscami są potraktowane z małą dozą realizmu, ale skakania na pięć metrów w górę i haratania z takiej pozycji nie uświadczymy. Elementy statyczne są za to bardzo dobre i można czasem pocieszyć oko zacnymi obrazami.
Mam tylko dwie uwagi odnośnie grafiki. Pierwsze odnosi się do wyglądu kobiet w tym anime. O co chodzi? Mianowicie czasem trudno połapać się jaka bohaterka jest właśnie w kadrze. Wszystko z powodu małych różnic z wyglądzie, czasem człowiek zastanawia się co dana postać robi w tej scenie. Aby parę sekund później puknąć się w głowę, bo oczywiście nie o tej postaci co trzeba się myślało. Druga uwaga tyczy się (a jak!) uproszczeń w kresce, które czasem psują dobre zdanie odnośnie oprawy.



Makie i jej słynny uśmiech.



Odkupienie win...
Mimo, że tytuł ten w ogólnej formie specjalnie oryginalny nie jest, całkiem przyjemnie się go ogląda. Pewne dziury fabularne i niedopowiedzenia wcale tak bardzo nie rażą jak mogłoby się wydawać. Całkiem dobra strona graficzna poparta znakomitymi postaciami ukazanymi w scenerii samurajskich pojedynków daje właściwy efekt końcowy. Wady zwyczajnie nie przeszkadzają, są niwelowane przez klimat tej opowieści. Ponad to nie sugerowałbym się za bardzo negatywnymi opiniami na jakie najczęściej można natknąć się w otchłani internetu.
Jeśli ktoś czytał mangę i twierdzi, że dzięki temu można zjechać Mugen no Juunin to zwyczajnie się myli. Moim zadaniem warto dać tej produkcji szansę, tytuł to dość udany i warty rozważenia. Mimo, że nie jest to rzecz w klasie takiego Shigurui to 7/10 należy dać od ręki.

Ten wpis był edytowany przez x-mag: 10-10-2009, 17:29


--------------------
Go to the top of the page
 
+Quote Post
Fast ReplyReply to this topicStart new topic
1 Użyszkodników czyta ten temat [1 Gości i 0 anonimowych Użyszkodników]
0 Zarejestrowanych:

 

Wersja Lo-Fi Obecna data i czas: 8-09-2010, 06:44
Skin created by No1 1000 / Sublime Development